środa, 11 września 2019

Millano, Magnetic czekolada Orito (Biedronka)


Od stycznia tego roku w Biedronce co miesiąc pojawiały się limitowane smaki czekolad. Według mnie to był naprawdę fajny pomysł, jednak nie kupiłam żadnej z nich. Czemu? Niektóre smaki nie wpisały się w mój gust (zwłaszcza truskawka z miętą) ale na przykład podróbka Milki Oreo - Orito? Czemu ja jej nie kupiłam?! Żałowałam mojej głupoty przez długi czas, bo niestety tabliczka szybko zniknęła ze sklepów. Skąd więc jej recenzja na blogu? A no dzięki niezawodnej Karolinie, która kupowała wszystkie smaki czekolad i wariant Orito kupiła podwójnie - dla siebie i dla mnie. Dziękuję Ci z całego serca, bo gdyby nie Ty, nie przekonałabym się, jaka ona była pyszna!




Wygląd i zapach
Czekolada podzielona jest na pięć rządków po trzy kostki. Mają one dość niecodzienny, zaokrąglony kształt, za to dzięki temu posiadają dużo nadzienia. Nadzienie to jest białe, a na nim posypano czarne okruszki ciastek. Od Milki różnią się wielkością - tu są dużo mniejsze - oraz rozmieszczeniem, bo u fioletowej krowy występują równomiernie w całej kostce, a tu tylko na wierzchu. Tabliczka pachnie bardzo ładnie, bo mlekiem i cukrem, ale też wyraźnym aromatem kakao, co jest rzadkością dla większości mlecznych czekolad.


Smak
Czekolada jest mięciutka i plastyczna, łatwo oderwać ją od nadzienia. W buzi rozpływa się na jednolity, gęsty i tłuściutki krem, smakujący jak porządna mleczna czekolada - słodziutko i mlecznie, ale i wyraźnie kakaowo. Nadzienie jest jednolite, trochę klejące i gęste. Czuć w nim bardzo intensywnie cukier i mleko, ale też lekką nutę taniości. 


Ciasteczka na wierzchu fajnie chrupią, ale niestety nie wnoszą nic do smaku. Nadzienie samo w sobie byłoby takie sobie, ale w połączeniu z pyszną mleczną czekoladą ta tabliczka smakuje... cudownie! Od razu przypomina swoim pysznym smakiem Kinderki, ale w tym wypadku z chrupiącą wkładką. Nie czuć wcześniej wspomnianej taniości, tylko iście kinderkowy smak mleka i czekolady.



Podsumowanie
Czekolada Orito była przepyszna. Mleczna, słodka, kakaowa, mięciutka, kremowa... O wiele smaczniejsza, niż Milka Oreo! Gdyby kawałki ciasteczek były większe, nie miałabym żadnych zarzutów. Powinni wprowadzić ją do stałej oferty w Biedronce!



Nazwa: Czekolada mleczna z nadzieniem (50%) o smaku waniliowym z kawałkami ciasteczek kakaowych.
Skład: Cukier, tłuszcz palmowy, mleko w proszku pełne, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku odtłuszczone, kawałki ciasteczek kakaowych 7% (mąka pszenna, cukier, olej słonecznikowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, sól, substancje spulchniające: węglany sodu, węglany potasu, węglany amonu), miazga kakaowa, serwatka w proszku (z mleka), emulgatory: lecytyny (z soi), polirycynooleinian poliglicerolu, ekstrakt z wanilii, wyekstrahowane laski wanilii 0,04%, mączka orzeszków arachidowych. Czekolada mleczna: masa kakaowa minimum 30%.
Kaloryczność:
100g ma 541 kcal, jedna tabliczka ma właśnie 100g. Rządek (3 kostki - 20g) ma 108 kcal.
Cena: 2,49 zł
Sklep:
Biedronka
Czy kupię ponownie?
Gdyby tylko wróciła do Biedronki, to bez wahania!
Ocena: 9/10

19 komentarzy:

  1. Kiedyś widziałam w mojej B ale mnie nie skusiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z biedronkowych limitek mam dwie: różowiutką jagodową i truskawkowo-miętową. Obie przywiozłam z Warszawy z pobytu u Marcina. Pierwsza skusiła mnie z uwagi na kolor, druga na nietypowe połączenie smaków. Orito nawet nie zarejestrowałam, bo nie dokupuję czekolad, kiedy nie muszę.

    Milkę Oreo zapamiętałam jako idealną i nie wiem, czy Orito mogłaby ją przebić. Jeśli jest tworem Millano, Oreo rzeczywiście miałaby poważnego konkurenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem wielką fanką Milki Oreo, bo jest dla mnie trochę za cukrowa i aż drapie w gardle. Tutaj nie ma tego zjawiska i dodatkowo posmak Kinderków robi swoje <3

      Usuń
  3. O brak palenia cukremCo i gardle brzmi zachęcająco ale oszczędności to oszczędności :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście nie kupiłam, ale dalej je widuję (Biedry Bieżanów-Prokocim - walają się po sklepach).
    Ja bym pewnie zjechała za to, że ciastka w smaku nic nie znaczą. Uważam, że jak już dodają takie specyficzne ciastka (typu Oreo są przecież specyficznie goryczkowate), to powinny odgrywać znaczącą rolę, przełamywać itd., a nie tylko chrupać.

    PS Nie rozumiem fenomenu Kinderek. Jako dziecko też nie byłam na nie napalona, ale lubiłam. Po latach się zepsuły i to według mnie tylko kolejna smutna, spożywcza historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zaluje że nie czuć tych ciastek, ale ogólnie wypada lepiej niż Milka. Może Kinderki robią furorę przez to że przypominają wielu osobom dzieciństwo? Zawsze miło wrócić do wspomnień :D

      Usuń
    2. W Milce też ciastek nie czuć i nie sądzę, by to był wyczyn - lepiej od niej wypaść (kurde, gdy weszła miała u mnie 10, wróciłam po zmianach składu i opakowania i ledwo wyciągnęła na 5).

      Owszem, miło, ale gdy np. ja chciałam to zrobić, trafiłam na dziadostwo smakujące cukrem i mlekiem w proszku to mi się to dzieciństwo wcale nie przypomniało.

      Usuń
    3. Możliwe że z biegiem lat zmieniają się nam kubki smakowe :(

      Usuń

Nestle, Kit Kat White

Nie raz wspominałam, że kiedyś nie lubiłam białej czekolady, ale teraz się do niej przekonałam. Z tego powodu nie pamiętam, czy w dzie...