niedziela, 30 czerwca 2019

Lubella, Mlekołaki smak Peanut Butter


Kiedy w Internecie zobaczyłam zdjęcia nowych Mlekołaków – o smaku masła orzechowego i brownie – rozpoczęłam szaleńcze polowania po każdym sklepie w moim zasięgu. Niestety, ile razy bym nie przeszukiwała alejek z płatkami w Carrefourze, Auchanie, Kauflandzie, Lewiatanie czy nawet w osiedlowych delikatesach, nigdzie nowych płatków nie było. Mijały miesiące, a ja straciłam już nadzieję, że je znajdę. Pewnego razu nabrałam jednak ochoty, by przejechać się do Almy, bo często wynajduję tam ciekawe słodkości. Nie jechałam tam z myślą o płatkach, bo w sumie minęło już tyle czasu, że zdążyłam o nich zapomnieć. I co się okazało na miejscu? W Almie półki wręcz uginały się pod tymi Mlekołakami! Byłam wniebowzięta i od razu zrobiłam zapasy obu smaków! Czy słusznie? Najbardziej kusił mnie orzechowy smaczek, bo jest dość nietypowy, więc to od niego zaczęłam.


Wygląd i zapach
Płatki były w kształcie... Nie wiadomo czego. Może będę je nazywać gąsieniczkami. A zatem nasze gąsieniczki miały ładny, wypieczony, złocisty kolor. Zanim jednak otworzyłam opakowanie, zerknęłam na skład, bo byłam ciekawa, z ilu % orzeszków składają się te gąsieniczki. Uwaga, alergicy, dobra wiadomość - możecie sięgać po te płatki bez obaw, bo tu nie ma ani grama orzeszków - same aromaty. No to super. Mimo wstępnej niechęci otworzyłam paczkę i... Odpłynęłam! Zapach był po prostu obłędny! Słodziutki i moocno orzechowy, jak posłodzone masło orzechowe lub tez cukierki w stylu Michałków. No cóż, po zapachu jednak pomyślałam, że te płatki będą przepyszne.


Smak
Płatki na sucho są dość twarde, ale przy tym lekkie i chrupiące. Odrobinę lepią się do palców. W pierwszej chwili poczułam dziwny, słodzikowy posmak, a potem mdłe i słabe echo sztucznych fistaszków. Dochodziła do tego podejrzana kwaśność soli i stęchła, nieprzyjemna goryczka. Tak, te wszystkie smaki wyczułam w jednych płatkach! Mimo to ich smak i tak był dość wygaszony, tym bardziej po ich intensywnym zapachu spodziewałam się dużo mocniejszego smaku.


W mleku płatki robią się bardzo miękkie i tracą na chrupkości, co jest raczej nietypowe dla Mlekołaków. Ich smak jest naprawdę problematyczny. Czuć fistaszki, ale takie duszne, jakby stęchłe, nieco w Michałkowym stylu (ale bez czekolady). Jest to jednak smak dość wygasły i delikatny. Ogólnie płatki są bardzo mało słodkie, bardziej czuję wręcz kwasek i gdzieniegdzie również sól. Gorycz na szczęście zniknęła. Posmak orzeszków ziemnych jest taki dziwaczny i sztuczny, jednak nie da się go pomylić z innymi orzechami. Jest trochę obleśny, ale... Intrygujący. Tak intrygujący, że w tej obrzydliwości pyszny. Musze jednak przyznać, że mleko było całkiem smaczne - słodkie, lecz nie nazbyt, delikatnie fistaszkowe (choć sztucznie) i lekko kwaśne, ale nie aż tak, jak same płatki.


Podsumowanie
Dawno nie jadłam tak dziwnych płatków. Pomysł na smak masła orzechowego wydawał mi się genialny, a zapach tylko potwierdził moje przypuszczenia. Niestety ten smak łączących sztuczne fistaszki, Michałki, kwasek i goryczkę był trochę obleśny, ale trochę też smaczny. Naprawdę ciężko mi stwierdzić, czy te płatki są dobre, czy niedobre. Na pewno zjadłam całe opakowanie sama, więc nie mogą być złe, ale raczej bym już do nich nie wróciła. A może jednak? Ech, one są naprawdę intrygujące! Warto ich spróbować choć raz, bo chyba nigdy nie jadłam tak ciekawych płatków.

Nazwa: Zbożowe chrupki o smaku orzeszków ziemnych.
Skład: Mąka 80%: pszenna pełnoziarnista 43%, pszenna, kukurydziana, cukier, syrop z pszenicy i słodu jęczmiennego, skrobia pszenna, olej słonecznikowy, barwnik: karmel, sól, emulgator: lecytyny, aromaty. Może zawierać mleko.
Kaloryczność: 100g ma 383 kcal.
Cena: 4,99 zł za paczkę 250g.
Sklep: Alma
Czy kupię ponownie? Nieee… Tak? Albo nie! Chociaż… Chyba tak!  NA PEWNO TAK!
Ocena: 7/10 (?)
Ocena: 9/10
(Po kilku dniach jedzenia płatków stwierdziłam, że jednak są takie pyszne i uzależniające, że chyba stały się moją ulubioną limitką od Mlekołaków! Proszę, nie wycofujcie jej nigdy!)
 

sobota, 29 czerwca 2019

Muller, Riso o smaku pistacjowym


Godnym kandydatem do zostania moim ulubionym smakiem Riso był wariant pistacjowy, gdyż pistacje należą do moich ulubionych orzechów. Jednocześnie jest to ostatni smak ryżu na mleku, który obecnie możecie kupić w sklepach, a zatem wraz z nim kończymy serię deserów ryżowych na blogu. Mam nadzieję, że Wam się podobała! Tymczasem sprawdźmy, czy Riso pistacjowe przebije przepyszny wariant czekoladowo – orzechowy (lub inaczej mówiąc – „Montowy”).



Wygląd i zapach
 Deser składał się z białej części ryżowej oraz intensywnie zielonego sosu. Choć kolor jest ładny, to wygląda dość nienaturalnie i nie zachęca do jedzenia. Zapach jednak okazał się bardzo apetyczny, bo marcepanowy - stanowił połączenie olejku migdałowego z lekką nutką mleczności. Riso pachniał trochę jak słodkie ziemniaczki marcepanowe tudzież jak chlebek marcepanowy bez czekolady.


Smak
Warstwa mleczna miała sporo części płynnej, przez co deser był rzadszy niż Belriso. Ryż okazał się miękki i delikatny, bardzo przyjemny. Mleczna baza z kolei miała przyjemną, gładką i aksamitną konsystencję oraz łagodny, słodkawy i mleczny smak. Już tutaj dało się wyczuć odrobinę aromatu sosu.


 Sos natomiast był gładki, śliski i nieco rzadki. Był słodki w sposób syropkowy, taki dziwny i chemiczny. W smaku stanowił esencję olejku migdałowego, przez co przypominał mi przepyszny marcepan. W połączeniu z warstwą mleczną zyskał śmietankowy posmak, który złagodził nieco jego chemiczną słodycz. Nabrał także smaczku lodów pistacjowych. Całość smakowała jednak sztucznie, syropkowo (słodko jak syrop na kaszel - miała taki taki specyficzny, chemiczny posmaczek), mocno marcepanowo (ale też dość tanio, bo olejkiem migdałowym) i lekko pistacjowo (jak lody pistacjowe). Było smacznie, ale zbyt chemicznie, bym miała ochotę wracać do tego smaku. 


Podsumowanie
Riso pistacjowe to deser z dużym potencjałem. Gdyby nie był tak sztuczny i chemiczny w smaku, niewątpliwie stałby się moim ulubieńcem. Marcepan i pistacje... te aromaty były cudowne! Póki co jednak moim ulubionym deserem ryżowym pozostaje Riso czekoladowo – orzechowe, dalej Riso czysto czekoladowe i czysto orzechowe oraz Riso Brownie. Jak widać walkę o tytuł lepszego ryżu na mleku bezkonkurencyjnie wygrywa Riso! Nie znaczy to jednak, że Belriso jest niedobre, a wręcz przeciwnie! Zakochałam się chociażby w wersji piernikowej, kokosowej lub krówkowej. Zachęcam Was, abyście sami poeksperymentowali i dali mi znać w komentarzu, jaki jest Wasz ulubiony smak ryżu na mleku!

Nazwa: Deser mleczno-ryżowy o smaku pistacjowym.
Skład: Mleko pełne 37%, maślanka, woda, cukier, ryż 6,7%, pasta z pistacji 0,1%, jaja, dekstroza, sól, substancje zagęszczające: guma guar, mączka chleba świętojańskiego, barwniki: E 141, karoteny, syrop cukru karmelizowanego, aromat.
Kaloryczność: 100g ma 108 kcal, kubeczek (200g) ma 216 kcal.
Cena: 1,79 zł
Sklep: Carrefour
Czy kupię ponownie? Myślę, że tak
Ocena: 7/10

piątek, 28 czerwca 2019

Lindt, Macarons Ostermix (Mieszanka Wielkanocna)

Niedawno był Dzień Ojca i w sumie chciałam ten wpis wrzucić właśnie 23 czerwca, ale niestety do tej daty nie zdążyłam zjeść wszystkich smaków dzisiejszych cukierków. Dlaczego akurat ten wpis? Ponieważ czekoladki dostałam od Taty i chciałam w ten sposób jakoś mu podziękować i powiedzieć, że bardzo go kocham. Mam też nadzieję, że pamiętaliście o tym czerwcowym święcie!


Wrażenia ogólne
Pudełko od Taty zawierało 20 cukierków - po 5 z każdego smaku (pistacja, czekolada, truskawka i cytryna) oraz trzy zajączki. Zwierzaczki już kiedyś opisywałam tutaj >klik<, więc dziś skupimy się na nietypowych cukierkach. A czemu nietypowych? Bo ich nadzienie ma smak... Makaronika! Ciekawe!
Pistacjowa
Czekoladka pistacjowa wydawała mi się najciekawsza, więc to od niej zaczęłam degustację. Każdy cukierek to owalne jajeczko wypełnione kremem (nawiązuje do Wielkanocy).


Pistacjowe jajko ma krem w kolorze jasnej, wyblakłej zieleni i zawiera kawałeczki czegoś dziwnego. Strukturą trochę przypominają kryształki cukru, ale i tak miło chrupią pod zębem. Jajko pachnie mleczną czekoladą oraz nutką prawdziwych pistacji połączoną z mlekiem. Tak, to naprawdę pistacje, nie jakiś aromat! Zapowiadało się więc cudownie. 


Czekolada to standard dla Lindta - mleczna, słodka, tłusta i aksamitna, bardzo smaczna. Nadzienie jest z kolei twarde, tłuste i kruszące. Smakuje słodkimi, mlecznymi pistacjami - jak lody pistacjowe! Naprawdę czuć tu prawdziwe orzechy, za co należy się duży plus. Smak niestety jest bardzo mulący i już po jednym cukierki zrobiło mi się mdło.


Czekoladowa
Czekoladowe jajeczko pachniało słodko i mocno kakaowo z domieszką aromatu orzechów (może laskowych lub migdałów). Czekolada była gęsta, tłusta i aksamitna, ale w smaku trochę dziwna. Niby słodka, mleczna i kakaowa, ale miała sztuczny, słodzikowo - owocowy posmak. Wyczuwałam w niej też posmak orzechów, który wcześniej pojawił się w zapachu.


 Krem w jajeczku był brązowy i miał liczne, widoczne kawałki czegoś o konsystencji po części cukru, a po części orzechów. Kiedy przetłumaczyłam sobie skład, zrozumiałam, że są to kawałki makaroników. Nie mają wyraźnego smaku. 


Sam krem natomiast jest tłusty i trochę margarynowy, w smaku głównie słodki i kakaowy. On też ma ten tani, słodzikowy i sztuczny posmak, trochę kojarzący się ze słodyczą owoców. W tle wyraźnie czuć też ten niezidentyfikowany posmak orzechów. Całość jest trochę dziwna i tania, niezbyt smaczna, ale da się zjeść.


Truskawkowa
W czerwonym papierku kryło się jajeczko o smaku truskawkowego makaronika. 


Pachniało słodko i raczej truskawkowo - jogurtowo niż czysto owocowo. W środku rzeczywiście był bladoróżowy, niemal biały krem, więc oprócz truskawek zapewne zawierał mleko. Widać w nim był kawałki makaroników i liofilizowanych truskawek. Czekolada przeszła nieco smakiem nadzienia, więc była mleczno - czekoladowa i truskawkowa z posmakiem jogurtu. Miała przyjemną, gęsta i aksamitną strukturę. 


Nadzienie było bardziej suche i kruszące się. Smakowało słodko, sztucznie truskawkowo i jogurtowo - mlecznie z delikatnym, owocowym kwaskiem. Kojarzycie takie batoniki podobne do Kinder czekoladek, pakowane po kilka w małe kartoniki, zwykle o smaku mlecznym albo truskawkowym? Jeśli tak, to już wiecie jak smakują te jajeczka - jak te batoniki truskawkowe. Aż dziwne, że wyrób Lindta smakuje tak... Tanio. Smacznie, to prawda, ale po prostu tanio. No i tutaj już jakoś średnio mi pasują te kawałki makaroników.


Cytrynowa
Na koniec zostawiłam sobie jajeczko cytrynowe, bo ten smak kusił mnie najmniej.


Pachniało ono słodko i sztucznie cytrynkowo, trochę jak olejek do ciasta, więc skojarzyło mi się to z babką cytrynową. Czekolada była jak zwykle gęsta i tłusta, w smaku przeszła aromatem cytryny, smakując również mlecznie i kakaowo.


Krem w tej wersji był najmniej słodki i najbardziej tłusty oraz kremowy. Również zawierał chrupiące kawałki ciasta, a w smaku był słodko - olejkowo cytrynowy z kwaskowatą nutą. Całość trochę przypominała mi w smaku cytrynowe babeczki z polewą z mlecznej czekolady.


Podsumowanie
Makaronikowe jajeczka Lindt były całkiem smaczne, lecz wciąż nie sądzę, by były warte swojej ceny (nie wiem ile to kosztowało, ale podejrzewam, że sporo, co jest w tym przypadku dość mocnym eufemizmem). Smakowały prosto, tanio i pospolicie, ale przez to właśnie smacznie - jak zwykłe słodycze z przeciętnego sklepu, dostarczające nieskomplikowanej i pysznej przyjemności. Mam jednak zastrzeżenia do jajeczka czekoladowego oraz do mdłej słodyczy, która jest zmorą każdego smaku. No i czy to smakowało jak makaroniki? Może i miało jakieś tam kawałki czegoś cukrowego w środku, ale smakowo to te cukierki nie widziały makaroników na oczy. A zatem, już kończąc tą i tak za długą recenzję - było smacznie, prosto i poprawnie, ale przy standardowej cenie Lindta zdecydowanie nie do powtórki. Już lepiej kupić te batoniki mleczne albo truskawkowe podobne do Kinderków, bo wyjdzie podobnie w smaku, a dużo taniej.

Nazwa: Alpejska czekolada i pełnomleczna czekolada z ciastem (2%) i prażonymi kawałkami migdałów z różnym nadzieniem (42%).
Pistacjowa: Jajeczko makaronikowe pistacjowe – pełnomleczna czekolada z kremem pistacjowym i wyśmienitym, pieczonym ciastem.
Czekoladowa: Jajeczko makaronikowe czekoladowe – pełnomleczna czekolada z kremem czekoladowym i wyśmienitym, pieczonym ciastem.
Truskawkowa: Jajeczko makaronikowe truskawkowe – pełnomleczna czekolada z kremem truskawkowym i wyśmienitym, pieczonym ciastem.
Cytrynowa: Jajeczko makaronikowe cytrynowe – pełnomleczna czekolada z kremem cytrynowym i wyśmienitym, pieczonym ciastem.
Skład: Cukier, masło kakaowe, pełne mleko w proszku, masa kakaowa, olej palmowy, odtłuszczone mleko w proszku, śmietanka w proszku, migdały (1%), laktoza, pistacje, orzechy laskowe, emulgator (lecytyna sojowa), syrop glukozowy, aromat, truskawki, koncentrat soku cytrynowego, naturalny aromat, skrobia pszenna, ekstrakt słodu jęczmiennego, sól, białka mleka, koncentraty owocowe i roślinne (aronia, bez czarny), cukier intwertowanego.
Kaloryczność: 100g ma 565 kcal, jajeczko (10g) ma 57 kcal.
Cena: Nie wiem, prezent
Sklep: Nie mam pojęcia, bo dostałam
Czy kupię ponownie? Nie
Ocena: 7/10

czwartek, 27 czerwca 2019

Ferrero, ORYGINALNA włoska Nutella (prosto z Mediolanu)


Każdy fan Nutelli wie, że ojczyzną tego przepysznego kremu są Włochy. Często też zdarza się, że do Polski trafia gorszy sort zagranicznych słodkości, a w innych krajach są one lepsze i smaczniejsze. Skoro więc już byłam na wymianie we Włoszech, to postanowiłam skorzystać z okazji i kupić sobie prawdziwą, włoską Nutellę, aby sprawdzić, czy rzeczywiście będzie lepsza.


Wygląd i zapach
Moja Nutella, a może raczej - Nutelka - była zamknięta w niewielkim słoiczku idealnym do zjedzenia na raz. Wzięłam takiego malucha z trzech powodów: 

1. Duże słoiki były okropnie drogie.
2. Miałam niewiele miejsca w walizce.
3. Uwielbiam takie małe, urocze rzeczy, bo niezwykle mnie rozczulają.


Po otwarciu poczułam znany wszystkim zapach... Nutelli. Tak, zdziwieni? Włoski krem pachniał po prostu słodką czekoladą i prażonymi orzechami laskowymi, tak samo jak wersja z Polski. Wyglądał identycznie, będąc ciemnobrązowym, jednolitym kremem.


Smak
Nutelkę spróbowałam zarówno prosto ze słoika słoiczka, jak i na świeżej kajzerce (najlepsza do Nutelli!). Była gęsta, bardzo tłusta i jednolita z delikatnym proszkiem. Smakowała słodko i mocno mlecznie - czekoladowo a także prażonymi, pysznymi orzechami laskowymi. Jednym słowem - znakomicie.


Na bułeczce sprawdziła się równie dobrze, umożliwiając mi tym samym zjedzenie przepysznego i pożywnego (choć niekoniecznie zdrowego) śniadanka. Ważne - pamiętajcie, że pod Nutellę nigdy nie dajemy masła! No po prostu NIE!

Dwuskładnikowe śniadanko – bułka z Nutellą. Prosto, szybko i przede wszystkim pysznie!

Podsumowanie
Jak więc smakuje włoska Nutella? Okazuje się, że... Tak samo, jak ta z Polski. Tak samo pysznie, tak samo słodko, tak samo czekoladowo - orzechowo. Jest tak samo tłusta i gęsta, a jedyną różnicą jest cena (bo nawet skład mają identyczny). Cieszę się, że przynajmniej moja ukochana Nutella trafia do Polski w takiej samej postaci jaka występuje w jej ojczyźnie.

Nazwa: Krem do smarowania z orzechami laskowymi i kakao.
Skład: Cukier, olej palmowy, orzechy laskowe (13%), mleko odtłuszczone w proszku (8,7%), kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu (7,4%), emulgator: lecytyny (soja), wanilina.
Kaloryczność: 100g ma 539 kcal, słoiczek (jakieś dwie łyżeczki – 30g) ma 162 kcal.
Cena: We Włoszech kosztuje około 60 zł za kg, w Polsce niecałe 30 zł za kg. Różnica jest kolosalna!
Sklep: Carrefour w Mediolanie
Czy kupię ponownie? Tak, ale tylko tą z Polski!
Ocena: ORDER ŚCIĘTEGO DRZEWKA

Nestle, Kit Kat White

Nie raz wspominałam, że kiedyś nie lubiłam białej czekolady, ale teraz się do niej przekonałam. Z tego powodu nie pamiętam, czy w dzie...