czwartek, 31 stycznia 2019

Muller, Riso 5 ziaren: Gruszka, Śliwka

Jeśli znudziły się Wam tradycyjne ryże na mleku, może zainteresuje Was nowość od Mullera? Tym razem niemiecki producent postanowił sypnąć do swoich deserów ryżowych trochę pszenicy, jęczmienia, orkiszu i prosa, tworząc Riso 5 ziaren z dwoma różnymi sosami - gruszkowym i śliwkowym. Uwielbiam Riso, więc to, kiedy sięgnę po zbożowe nowości, było tylko kwestią czasu.





Wygląd i zapach
Wciąż nie rozumiem, dlaczego na opakowaniach Riso jest niedźwiedź. No dobra, może w miodowej serii to ma jakiś sens, tak w każdym innym smaku nie widzę żadnego związku miśka z ryżem. Ale okej, niech będzie, w sumie nawet mi się podoba. Oba desery po otwarciu wyglądają dość zwyczajnie, dopiero po wymieszaniu można odkryć inne, niespotykane wcześniej ziarna - duże, grube, brązowe bryłki, występujące obok klasycznego ryżu, którego w tych wersjach jest niestety mniej. Wciąż są jednak przyjemnie gęste, bo ubytek ryżu rekompensuje dodatek innych ziaren.
W gruszkowym Riso nie wyczułam żadnego zapachu, kiedy zbliżyłam kubeczek do nosa, jedynie delikatną mleczność z subtelną nutką owoców, ale to dopiero po tym, jak naprawdę mocno się wwąchałam. Warstwa ryżowa była kleikowa, beżowa i przyjemnie gęsta. Sos miał jasny kolor, trochę jak cytrynowa lemoniada. Widać w nim było spore kosteczki gruszek.

 Śliwkowe Riso pachniało jak kwaśne śliwki z kompotu, ewentualnie suszone owoce. Nie przywodziły na myśl słodkich, świeżych śliwek. Wyobraziłam sobie raczej kwaskowate przetwory z tych owoców. Mleczna warstwa była identyczna jak w gruszkowym deserze, sos natomiast miał ciemnofioletową barwę, zupełnie jak skórki ze śliwek.

Smak
W gruszkowym wariancie biała masa przesiąknęła odrobinę smakiem sosu. Była jednak głównie mleczna, śmietankowa i słodka, a dopiero gdzieś w tle delikatnie gruszkowa. Ryż był dość miękki, ale wciąż jędrny i przyjemnie strzelający pod zębami. Obok niego występował też duże, brązowe ziarna, niestety nie znam się na zbożowych sprawach i nie wiem, co to dokładnie jest. Nie przeszkadzało mi to jednak w przyjemnej konsumpcji, bowiem ziarenka były cudownie twarde, nie rozmiękłe, nadawały ciekawej konsystencji i tekstury, można było na nich zawiesić ząb. Oprócz tych grubych ziaren w deserze pływają jeszcze inne, mniejsze i bardziej miękkie. Wnoszą one do całości urozmaicenia w strukturze i nadają lekko zbożowy posmak. Naprawdę podoba mi się ten dodatek! Gruszkowy sos jest dość jasny, ma limonkowy kolor. Znajdziemy w nim kilka miękkich, ziarnistych i soczystych kawałków gruszek. Jest słodki i wyraziście gruszkowy, smakuje jak bardzo dojrzałe, świeże gruszki. Jest przepyszny, każdy fan tych owoców będzie zachwycony. Gruszki jednak nie do końca pasują mi do mlecznego deseru. Po wymieszaniu jest oczywiście przepyszny, soczyście owocowy i słodki, a zarazem chrupiący i zbożowy dzięki ziarnom, ale jakoś ta gruszkowa świeżość gryzie mi się ze śmietankową, białą warstwą. Zjadłam jednak całość bez marudzenia i naprawdę mi smakowało. Jeśli mam być szczera, to jest jeden z najlepszych Riso, jakie jadłam.


W wariancie śliwkowym biała masa smakowała mlecznie, słodko i trochę owocowo. Ciężko byłoby określić, jakimi owocami konkretnie, ale skojarzyło mi się to trochę z winogronową gumą do żucia. Jest to więc posmak dość sztuczny i chemiczny. Ryż był dość mocno rozdrobniony i miękki, było go dość mało. Na szczęście o gęstość zadbały pozostałe zboża, których było całkiem sporo. Odznaczały się przyjemną twardością, jędrnością, cudnie chrupały pod zębami i nadawały zbożowego posmaku. Mimo kwaśnego zapachu sos był bardzo słodki. Przypominał taki syrop owocowy, który rozpuszcza się w wodzie i dopiero wtedy pije, bo sam w sobie jest zbyt skondensowany i słodki. Tutaj smakował bardzo cukrowo i sztucznie owocowo, znów przypomniały mi się winogronowe gumy do żucia, ale także winogronowe cukierki albo pomadki do ust. Śliwek bym nie rozpoznała. Ich kawałki pływają w sosie, ale są zbyt miękkie i delikatne, by jakkolwiek wpływały na smak i strukturę. Po wymieszaniu sosu z ryżem słodycz się zmniejsza, a całość smakuje przyjemnie owocowo, sztucznie winogronowo, mlecznie i śmietankowo zarazem. Wszystkie te smaki są pyszne, ale razem trochę mi się gryzą. Ta winogronowość pasuje mi do cukierków i gum, a nie do mlecznego deseru ryżowego.


Podsumowanie
Riso 5 ziaren to chyba najlepszy pomysł, na jaki wpadł dotychczas Muller. Ziarna nadają bardzo ciekawej tekstury, urozmaicają konsystencję i fantastycznie chrupią pod zębami. Dzięki nim deser ma też lekko zbożowy posmaczek, dzięki czemu nie jest za słodki. Chętnie zjadłabym taki deser bez żadnego sosu, lub z sosem czekoladowym/orzechowym/karmelowym... Bo jakoś takie owocowe smaki jak śliwka i gruszka średnio mi tu pasują. Z owoców to bardziej banan... To by było coś! Riso bananowe! Muller, pomyśl nad tym! Póki co to i tak jedno z najlepszych Riso, jakie jest dostępne na rynku. Mam nadzieję, że nie jest limitowaną edycją.

Nazwa: Pięć ziaren - mleczny deser ryżowy z wsadem gruszkowym 10% i ziarnami zbóż/Pięć ziaren - mleczny deser ryżowy z wsadem śliwkowym 10% i ziarnami zbóż.
Skład: Wersja gruszkowa: Mleko pełne (46,6%), maślanka, cukier, woda, ryż (4,9%), gruszka (3,5%), ziarno pszenicy (1,2%), pszenica orkisz (1,2%), jęczmień (1,2%), proso (1,2%), przecier jabłkowy (0,8%), skrobia, jaja, sól, zagęszczony sok cytrynowy, koncentrat z krokosza barwierskiego, aromat.
Wersja śliwkowa: Mleko pełne (46,6%), maślanka, woda, cukier, ryż (4,9%), śliwka (4%), ziarno pszenicy (1,2%), pszenica orkisz (1,2%), jęczmień (1,2%), proso (1,2%), skrobia, jaja, sól, koncentrat z marchwi, koncentrat z hibiskusa, aromat:
Kaloryczność: Wersja gruszkowa: 100g ma 115 kcal, kubeczek (175g) ma 201 kcal.
Wersja śliwkowa: 100g ma 114 kcal, kubeczek (175g) ma 200 kcal.
Cena: Niecałe 2 zł
Sklep: Auchan
Czy kupię ponownie? Na pewno, ale gruszkową wersję częściej niż śliwkową.
Ocena: Gruszka: 9/10
Śliwka: 8/10

środa, 30 stycznia 2019

Mondelez, Oreo Original


Jeśli miałabym wskazać Wam moje ulubione ciastka, bez wahania wybrałabym Oreo. Uwielbiam wszystkie markizy, Hity również zajmują wysoką pozycję wśród lubianych przeze mnie słodyczy, jednak w Oreo wszystko jest doskonałe - od wyglądu, po strukturę, na smaku kończąc. No, może jakby były troszkę tańsze to już w ogóle jadłabym je codziennie. Ale po kolei. Co sprawia, że tak je uwielbiam? Dzisiejsza recenzja jest przeznaczona specjalnie dla nich. Zapraszam!



Wygląd i zapach
Samo opakowanie jest według mnie bardzo atrakcyjne. Niebieski to mój ulubiony kolor (obok różowego) - to chyba zostało wyprodukowane z myślą o mnie! Ciasteczka są przeurocze - małe, czarne, okrągłe herbatniki przełożone grubą warstwą białego kremu. Te kontrastujące kolory są wręcz hipnotyzujące i mogłabym wpatrywać się w ciasteczko bez końca. No dobra, nie mogłabym, bo bym je zjadła. Pachnie gorzko - kakaowo, dość przyjemnie, aczkolwiek nie jest to zapach, który chciałoby się wdychać i się nim zaciągać. Nie od tego jest Oreo - te ciastka są do jedzenia!

Smak
 Ciasteczko jest kruchutkie i proszkowe. Mam wrażenie, że czuję w nich kryształki cukru, które przyjemnie chrupią pod zębami. W smaku jest lekko słodkie, z dominującą goryczą kakao. Krem natomiast jest gładki i tłusty, smakuje jak lukier zrobiony na bazie margaryny i dużej ilości cukru. Wiem, że nie brzmi to zachęcająco, ale nie smakuje aż tak źle, jak mogłoby się wydawać. Jest to słabsza część Oreo i nie polecam jeść jej samodzielnie - nieco sztuczna, słodka i mdła, po zjedzeniu większej jej ilości mogłaby porządnie zamulić. Osobno części Oreo to zatem naprawdę smaczne ciastko i znośny krem, więc w sumie bez szału. No to o co tyle hałasu? A no o to, jak to maleństwo smakuje razem - po prostu doskonale. Już wiem, dlaczego producent wybrał tak kontrastujące barwy herbatnika i nadzienia - to dwa zupełnie różne światy, całkowite przeciwieństwa. Jedząc je równocześnie, czujemy zarazem chropowatość i gładkość, gorycz i słodycz, niejednolitość i aksamitność, twardość i delikatność... Przeciwstawne uczucia wirują niczym baletnica w tańcu z szarfą, tworząc cudowny taniec zmysłów, nieziemskie doznania, sztukę samą w sobie. Wytrawność kakao z herbatnika idealnie równoważy okrutną cukrowość kremu, a rozpuszczając się w ustach ciastkowy proszek cudownie łączy się z gładkim nadzieniem, tworząc w ustach nieopisane w swej doskonałości bagienko smaku. Te dwie warstwy tak dobrze się ze sobą komponują, że grzechem jest rozdzielać ich związek. Dlatego nie jedzcie ich osobno. Nie warto. Aby docenić wspaniałość oreowego smaku, należy jeść ciasteczko wraz z kremem.

Podsumowanie
 Gdybym miała oceniać Oreo w kategorii herbatnika oraz kremu, ciastko dostałoby 8 siekierek, a krem może ze 4. Jednak Oreo to przecież markizy, więc powinnam oceniać je razem. Dałoby nam to... 12 siekierek?! Czy to oznacza, że te ciastka właśnie wyszły poza skalę?? Tak, moi drodzy, ogłaszam, że jest to dla mnie słodycz doskonały. Od dawna powtarzałam, że Oreo to moje ulubione ciastka*, i nadal powtarzać to będę.

*Mówimy tu oczywiście o słodyczowej kategorii "ciastka". Moim ulubionym słodyczem ze wszystkich jest Mars i to jemu pozostanę wierna. Ale jeśli ktoś spyta mnie o ulubione ciastka, to oczywiście najlepsze są Oreo.

Nazwa: Oreo Original Ciastka kakaowe z nadzieniem o smaku waniliowym

Skład: Mąka pszenna, cukier, olej palmowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 4,7%, skrobia pszenna, syrop glukozowo-fruktozowy, substancje spulchniające (węglany potasu, węglany amonu, węglany sodu), sól, emulgatory (lecytyna sojowa, lecytyna słonecznikowa), aromat.
Kaloryczność: 100g ma 480 kcal, 1 ciastko (11g) ma 53 kcal.
Cena: W zależności od wielkości paczki od 2 zł do 5 zł
Sklep: Praktycznie każdy
Czy kupię ponownie? Też pytanie! Mogę jeść je codziennie ^^

Ocena: ORDER ŚCIĘTEGO DRZEWKA  
Ocena: 10/10
Zmiana oceny wynika z porównania Oreo do markiz Neo z Lidla, które okazały się o wiele lepsze. Jak to się stało? Wszystko wyjaśnia się w recenzji porównawczej - KLIK.
Sięgnij też po recenzję Neo - KLIK


wtorek, 29 stycznia 2019

McEnnedy, Yogurt with Caramel and Caramel Sprinkles


Moim drugim ulubionym jogurtem z tygodnia amerykańskiego w Lidlu jest ten o smaku toffi z kawałeczkami toffi. O pierwszym, o smaku czekoladowej muffinki, pisałam już tutaj.




Wygląd i zapach
 Jogurt ma ładny, beżowy kolor, który kojarzy się nieco z krówkami. Pachnie lekko kwaskowato - jogurtowo, ale kwasek ten ustępuje przyjemnej, karmelowej słodyczy, która zawiera w sobie lekko palony pierwiastek.

Smak
 Z zadowoleniem stwierdziłam, że ten smak jogurtu jest bardziej gęsty od czekoladowej muffinki. Wciąż nieco spływa z łyżeczki, ale jest już dużo lepiej. Kawałeczki toffi są płaskie i cienkie. Przyjemnie chrupały pod zębami, były lekko twarde, ale z łatwością można było je przegryźć. Rozpuszczały się lekko proszkowato i wodniście. Same w sobie smakowały średnio, bo skojarzyły mi się z tanimi kruchymi ciasteczkami na wagę. Miały posmak przypalonej pszennej mąki i margaryny. Ten spalony aromat zapewne miał imitować toffi, ale bardziej mi się to skojarzyło z przepieczonymi ciastkami. Jogurt był z kolei gładki i aksamitny. Miał słodki, przyjemny smak typowego toffi, bardzo podobny do cukierków typu Werther's Original. Czułam w nim palony posmak cukru, nadający cudownej karmelowości, oraz nutkę maślaności i mleczności. W tle obecny był jogurtowy kwasek, ale został skutecznie stłumiony przez słodki smak toffi (i bardzo dobrze). Kawałeczki pływające w deserze przyjemnie chrupały i urozmaicały konsystencję. O dziwo ich smak naprawdę dobrze dopasował się do jogurtu, bo nadawał przyjemnej mączności i potęgował palony posmak, jeszcze bardziej upodabniając całość do karmelu.
Podsumowanie
Jogurt o smaku toffi naprawdę odpowiada swojej nazwie, podobnie jak wczorajsza czekoladowa muffinka. Ma cudowny, karmelowy posmak oraz nutkę maślaności, a kawałeczki toffi wprowadzają chrupki element i nadają jeszcze więcej aromatu palonego cukru. Będę do niego wracać podczas każdego tygodnia amerykańskiego.

Nazwa: Jogurt z kawałkami toffi 2% i kremem toffi 1,8 %.
Skład: Jogurt (mleko pełne, mleko odtłuszczone, białka mleka, kultury bakterii fermentacji mlekowej), cukier, woda, glukoza, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowo – fruktozowy, mleko w proszku odtłuszczone, syrop cukru skarmelizowanego (cukier, woda), syrop glukozowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, aromat, błonnik pszenny, emulgator: lecytyny (z soi).
Kaloryczność: 100g ma 137 kcal, kubeczek (150g) ma 206 kcal.
Cena: 1 – 2 zł
Sklep: Lidl
Czy kupię ponownie? Chętnie
Ocena: 9/10

Nestle, Kit Kat White

Nie raz wspominałam, że kiedyś nie lubiłam białej czekolady, ale teraz się do niej przekonałam. Z tego powodu nie pamiętam, czy w dzie...